Super Lola

Mówią nam, że potrzebujemy farb do włosów, nowego kremu na zmarszczki i że nasiona chia zastąpią nam wszystko.

A przecież najpiękniej wyglądamy w koszulkach swoich chłopców po nieprzespanych nocach. W potarganych włosach i pachnące cynamonem.

Ten rok zatacza piękne koło.

Rok temu o tej porze mieszkałam w Warszawie, za wszystko przepraszałam i nie wiedziałam, że kilka tygodni później przyjdzie mi nagle wszystko zmienić.

Wyjechać.

Wydorośleć.

Zamknąć pewien rozdział na zawsze. A potem otworzyć nowy.

I z trzaskiem drzwi kolejnej taksówki zamknąć.

W tamtym roku zostałam sama.

I chciałam czy nie, musiałam zostać swoją własną Superbohaterką.

Jak to się robi?

Mi najpierw pękło serce. Pozlepiałam je nocami rysując swoje własne bajki i oglądając stare filmy.

Spałam przez pół roku na łóżku polowym.

Nie miałam swojej pościeli, ręcznika.

Miałam kilka pudełek pełnych tuszu i papieru.

Wszystko co miałam, o co dbałam zostało w Warszawie.

Wymarzona pościel, kubek z Panną Migotką, naczynia na których układałam jedzenie gotowane z miłością.

Mój stół do rysowania, który zrobił dla mnie mój Dziadek.

I została najważniejsza

Kora.

Naprawdę pękło mi serce.

Odkryłam wtedy, że moją super mocą jest rysowanie.

Zmieniłam się.

Zawalczyłam o pracę marzeń.

Bo narysowałam komiks zamiast zwykłej aplikacji.

Ciężko pracowałam na to, co teraz mam.

Nie spałam, żyłam w biegu.

Rysowałam portrety, zaproszenia ślubne.

I siedziałam czasami w biurze za długo, żeby nie wracać na to łóżko polowe i do zimnej pościeli.

Czasami znalazłam włos Kory na jedynym kocyku, który ze sobą zabrałam. I wtedy rozpadałam się na milion małych części.

Więc rysowałam. Układałam się na nowo.

Rysowanie to moja super moc.

Zawsze mnie ratowało.

Przestałam za wszystko przepraszać.

Zaczęłam chodzić wyprostowana.

Każdy Superbohater przechodzi w życiu traumę, która czyni go super i daję mu moc.

Moja jest we mnie. Ale nauczyłam się ją oswajać. Bo dzięki temu rysuję na całego od 20 lat.

Boże, czuje się stara.

I tak jak w bajce – czasami zamiast księcia na białym koniu, życie nam daje wiadro cytryn i mówi –

ciśnij i radź sobie sama.

To cisnę.

A potem dzieją się cuda i dziwy.

I Kora jest ze mną już na zawsze. I to jest moja największa miłość. Ten tak samo poraniony życiem pies.

Bo ludzie też tak mogliby się dobierać.

Poranieni mogliby się oswajać i przekazywać sobie pokłady czułości. I nikt nikogo by nie zranił. Na pewno.

 

Ale też jak każdy Superbohater mam swoją słabość.

Cholernie się boję

miłości.

 

img_1073

 

Ale wiecie, że jesteście Super?

Prawda?

 

Lola

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *