Miłość.

Dźwięk złamanego serca wcale nie przypomina tego, który wydobywa się z czekolady kiedy wrzucasz jej kawałki do rondelka pełnego mleka.

 

Złamane serce to ból, który dusi w gardle i podchodzi do uszu. Łapie Cię nagle.

Rano jak już sobie przypominasz, że jest strasznie źle.

W kolejce w sklepie i potem jak musisz sama wnieść zakupy na to czwarte piętro bez windy.

Jak jesteś sama i choruje Twój pies.

Jak w nocy budzisz się z jakiegoś koszmaru i nie ma kto Cię utulić.

Jak radzisz sobie dzielnie ze wszystkim sama i upadasz.

I wstajesz.

 

I upadasz.

 

Ostatni rok złamał mi serce na tysiąc kawałków. A ja je wszystkie zamieniłam w złoto i nie boje się tego napisać.

 

Do teraz czuję zapach mieszkania we Wrocławiu, w którym mieszkałam kilka miesięcy całkiem sama.

Znam na pamięć wszystkie dźwięki mojej samotności.

Czuję ten ból który nie pozwalał mi czasem wstać rano.

 

Nigdy chyba nie byłam bardziej samotna niż wtedy, tam.

To jeszcze nie czas na podsumowanie tego roku, bo czuję, że coś pięknego jeszcze się wydarzy.

Zresztą ten rok zakończymy w Laponii.

 

My.

 

Kora, On i ja.

 

Dzisiaj więc chyba będzie o miłości.

 

A to wszystko przez to, że dostałam ostatnio od was mnóstwo maili w tej sprawie.

 

Nie napiszę tu jak poznałam Kamila. To zawsze będzie nasz sekret.

 

Bo wiecie mnie wszystkie drogi prowadziły tutaj, nad to morze.

 

Kiedy dwa lata temu mieszkając w Warszawie pojechałam sobie do Gdańska na kilka godzin, żeby zobaczyć pierwszy raz w życiu morze, to siedząc w tramwaju i mijając osiedle bajkowe w drodzę na plażę pomyślałam, “och jak cudnie byłoby tutaj zamieszkać”.

Wtedy byłam w kompletnie innym miejscu, w związku ale nieszczęśliwa. Częściowo z mojej własnej winy, częściowo nie.

Potem minęło kilka miesięcy, przyszedł niesamowity ból, rozczarowanie, szybka przeprowadzka do Wrocławia, jakieś dwie godziny płaczu w toalecie McDonald’s na dworcu centralnym i rozstanie z miłością, psem i życiem w Warszawie.

 

Och bolało tak, że nie mogłam złapać nocami tchu.

 

Aż w styczniu, w tym roku, wylądowałam u Asi na ulicy Pogodnej w Gdyni i poszłam w śniegu sama nad morze.

A wiało tak, że prawie mnie zwiało.

Mnie – śląską pyzę.

Po drodze minęłam dom czekolady, gdzieś zawiało mi – przysięgam – cynamonem.

I połykając łzy szczęścia, że tu jestem – dotarłam nad to morze w środku zimy.

 

I wtedy to po prostu poczułam, że teraz już musi być dobrze.

Że już tyle cholera mnie spotkało, że dam radę.

 

Choćby nie wiem co.

 

Miesiąc później wróciła do mnie Kora.

A 27 maja zamieszkałam w Gdyni i nigdy wcześniej nie byłam tak przerażona.

Ale chyba włączyła mi się adrenalina i działałam na autopilocie.

 

Bo musiałam nagle przetrwać sama na drugim końcu kraju.

Na szczęście mam jedno wielkie szczęście w życiu.

Do ludzi.

 

I w sumie nie napiszę tu nigdy jak przeprowadzić się nad morze, jak wyprowadzić się dwoma taksówkami od faceta ani jak uciec z Warszawy.

Nie napiszę tu jak boli zdrada, jakie to uczucie przeżyć zwolnienie z pracy i jak czasami dziewczyny dla dziewczyn potrafią być sukami – sorry, musiałam.

 

Nie napiszę tu tych wszystkich smutnych rzeczy, bo musiałam to wszystko przetrwać sama.

 

Tove Jansson napisała, że “Wszystko trzeba odkryć samemu. I również przejść przez to zupełnie samemu.”

 

Bo wiecie, to jest tak, że jak już nauczyłam się tej samotności. Dzień po dniu. Kawałek za kawałkiem.

To nagle zjawił się On.

 

A ja szłam do niego całe życie.

Bo całe życie miałam w sobie to nadmorskie marzenie.

I jak się odważyłam i przeszłam te małe i duże koszmary, to na końcu spotkała mnie miłość.

 

Dlatego nie bójcie się.

Odkąd zaczęłam słuchać swojego serca, to czuje się szczęśliwa.

Jaka jest miłość?

 

jest rozmowami do rana o Kosmosie

filmami przerwanymi w połowie

spacerami w deszczu

niedopitą herbatą

tuleniem przez sen

szeptaniem w lesie

cynamonem

śpiewaniem w samochodzie

wspólnym myciem psa

tańcem w kuchni

statkami

randkami w środku dnia

wspólnym bałaganem

 

miłość jest prosta.

 

Jak już traficie na tego kogoś, to wiecie.

Po prostu wiecie.

 

1 thought on “Miłość.

  1. O Boziu, znowu o mnie! <3
    Kocham Cię, Ciebie, Korełko-Fokełka i Was, Was, Was! ..bardziej niż potrafię to wyrazić słowami. Jesteś cudem na tej ziemi i duchy ziemi mi Ciebie zesłały!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *