Kryzys.

Nadszedł kryzys. Jesteś sparaliżowana. Brak zamówień i mała szansa na skorzystanie z oszczędności. Konkurencja nie śpi i wykorzystuje Twój przestój. No, jest źle. Wpadłaś w smutek i marazm a głos w Twojej głowie krzyczy

 

NIE DASZ RADY!

 

Ale zaraz zaraz… jak to? To dlatego rzuciłaś etat i pokazujesz innym, że da się żyć ze swojej pasji? A umówmy się, jesteś super dzielna, że podjęłaś decyzję „pójścia na swoje”.

 

Ludzie którzy nas otaczają nie zdają sobie sprawy, że my naprawdę ciężko pracujemy, zmagamy się z własnymi demonami i kryzysami. Ze stresem związanym z opłatami na czas i nie ukrywajmy – czasami zdarzają się trudni klienci.

Wiem jak łatwo wpaść w marazm, bo strach naprawdę potrafi odebrać Ci czasem oddech. Brutalne fakty są takie, że trzeba mieć oszczędności po to, żeby móc skupić się na tworzeniu nowych produktów i rozwoju firmy.

No dobra ale jak dobrze wiemy, będąc na starcie są słabe szanse, że Twój biznes wygenerował dużą kwotę na rok do przodu. A nawet jeśli, to możesz po prostu stracić nagle pieniądze. To się zdarza. To normalne. I to nie jest powód do wstydu.

Dlatego, stworzyłam swoją własną instrukcję obsługi samej siebie w dobie kryzysu.

 

Wiem, to brzmi conajmniej dziwnie. No cóż, nauczyłam się jak działać kiedy za rogiem czai się brak wiary w siebie. Nie martw się, mnie też przerażają inne przedsiębiorcze silne dziewczyny. Ja taka nie jestem. Cierpię na nadwrażliwość i uciekam jak ktoś wyskakuje z hasłami w stylu ” musisz zrobić to to to to to to to to i „pierdylion” innych rzeczy żeby Twój biznes poszedł do przodu”

A ja nie wiem czego chcę i mam prawo nie wiedzieć. Codziennie widzę w grupach na facebooku dziewczyny ze swoimi firmami, połowa z nich sama nie wie co ma zrobić ze swoim biznesem i z nią samą w tym biznesie. Jak ja to rozumiem! Ale ja – Lola – nie jestem i nie będę aspirować do pisania na tym blogu treści biznesowych. Chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć co mi pomaga dostrzec nadzieję tam, gdzie na chwilę robi się ciemno. Bo mi też się to zdarza. A ilość zamówień na portrety nie są gwarancją mojego sukcesu. Wbrew waszym wszelkim pozorom.

 

Więc kiedy nadchodzi ten kryzys a Ciebie paraliżuje strach, to mam dla Ciebie instrukcję obsługi.

 

  • Zrób sobie coś ciepłego do picia i usiądź. Odetchnij głęboko.
  • Posprzątaj mieszkanie i swoją przestrzeń. Dlaczego to jest takie ważne? Bo oto nadszedł kryzys. Czekają Cię pracowite dni i tygodnie. Stwórz sobie bezpieczną i pachnącą czystością bazę w której będziesz odpoczywać po codziennej walce. Może to banał ale dom jest jak związek – po całym dniu ciężkich decyzji i sytuacji musisz wrócić do bezpiecznej przystani a nie na pole bitwy.
  • Zrób sobie wieczór dla siebie. Długi prysznic, peeling, ogól co tam chcesz jeśli chcesz się ogolić. Może maseczka? Może nowy kolor paznokci? Potem szlafrok, herbatka do łóżka i – w moim przypadku – seriale odmóżdżające np. azjatyckie dramy. Nie oceniaj, plis.
  • Dbaj o relację ze swoją społecznością. Bo zakładam, że masz wokół siebie i swojej marki życzliwe Ci osoby. Możesz przecież im się po swojemu wygadać – bez zbędnego obnażania się. Przyznanie się do błędów w życiu i problemów to nie wstyd. Oczywiście dobrze by było nachalnie nie pisać – kupcie coś bo nie mam na waciki. Ale myślę, że zadbanie o swoją przestrzeń w sieci jest na tym samym poziomie co zadbanie o swój dom. Może odśwież szablon strony, zmień grafikę, uporządkuj ofertę. Zadbaj o swoją autentyczność jeszcze bardziej. Takie „firmowe” porządki naprawdę potrafią działać cuda.

 

Dla mnie ważne jest to, że otaczam się ludźmi z pasją i pozytywnym nastawieniem do prowadzenia własnej działalności. Od nikogo nie usłyszałam jeszcze „to może wróć na etat?”

Staram się już nie zakładać takiego scenariusza bo mój ostatni powrót na etat był jakąś psychiczną katastrofą i walką z samą sobą mimo, że bardzo się starałam. Jestem jednak wdzięczna i dumna, że wróciłam do biura na te kilka miesięcy i sama odeszłam. Moja intuicja mnie uratowała i przekonanie, że zrobię co w mojej mocy, żeby Panna Lola była moim życiem w najlepszym znaczeniu tych słów. Och! ale patos, wybaczcie, czasem tak mam.

Kryzys to idealny czas na zebranie kontaktów i stworzenie swojej własnej firmowej bazy mailingowej. Marketing w Twojej firmie to nie tylko wrzucenie kilku postów na social media. To realny i możliwy kontakt do ludzi, którzy mogą stać się Twoimi wspólnikami w zbrodni. Czy coś.

Generalnie super jeśli zrobisz sobie listę firm i wydawnictw z którymi chcesz pracować. Wiele magazynów „papierowych” często szuka tematów – jeśli masz ciekawą historię do opowiedzenia albo genialny storytelling swojej marki, to kto Ci zabroni spróbować?

Daj znać ludziom, blogerom i wszystkim innym, którzy mogą mieć realny wpływ na Twój biznes, że istniejesz. Że możesz im pomóc. Mało tego, jeśli tak jak ja rysujesz i widzisz, że komuś może przydać się Twoja pomoc to taka zaskakująca wiadomość z rzetelnym i wartościowym komentarzem będzie jak złoto. Serio.

Przykład: widzisz, że bloger ma średnio spójną identyfikacje wizualną – napisz, że możesz pomóc w zamian za promocję. Bądź przydatny, nie oczekuj, że wszystko przyjdzie do Ciebie samo. Oczywiście to zawsze jest okupione ryzykiem. No ale kto nie ryzykuje ten nie pije herbaty.

Pamiętaj, że „Złoty strzał” nie istnieje tylko raz! Nazywam tak nagły sukces kiedy robi się o Tobie głośniej i masz nagle więcej followersów i zamówień. Śmiało myślę, że może kilka razy w roku zostać obsypana złotem jeśli tylko wyjdziesz do ludzi ze swoją historią. Dlatego warto zainwestować czas w swoje projekty, które wzbogacą Twoje portfolio.

Podpowiem, że najlepiej się klikają i sprzedają takie, które opowiadają o codziennych sprawach i normalnym życiu. Bo to najlepszy temat. Moimi odbiorcami są głównie dziewczyny, często na swoich własnych zakrętach. Dlatego staram się dawać im kawałek swojego serca, które posklejała mi moja sztuka.

 

A wracając delikatnie na ziemię, to na koniec kilka prostych rad.

Zrób promocję, kody rabatowe.

Stwórz swój projekt w który być może pierwszy raz zaangażujesz influencerów. To super sprawa o ile będzie to coś wartościowego dla ich odbiorców.

Język korzyści – ubierz swoją markę w piękne słowa, które same sprzedadzą produkty. I tak je oficjalnie promuj w opisie swojej firmy w każdym możliwym miejscu.

Pytaj wśród znajomych o projekty w których mogłabyś wziąć udział – płatne oczywiście. Nie bój się wyjść do ludzi ze swojego miasta.

Zorganizuj warsztaty, które będą wartościowe dla osób które wezmą w nich udział. Bądź pomocnym twórcą.

Myślę, że kreatywność też może być fantastycznym lekarstwem. Popracuj nad swoim instagramem, facebookiem. Niech content będzie spójny. Ludzie kupują oczami.

Wiesz, że największym konsumentem są kobiety? Moje portrety najczęściej kupują dziewczyny, to do nich mówię w swoich postach, to ich historie rysuję.

Miej pokorę, nie osiadaj na laurach. Wiem bardzo dobrze jak bardzo to może być mylne.

 

Nie poddawaj się, będzie dobrze.

Tulę Cię mocno!

 

Lola

 

2 thoughts on “Kryzys.

  1. Nie wiem jak to jest UMIEĆ rysować. Nie wiem jak to jest mieć taki talent-narzędzie w swoich dłoniach. Zazdroszczę bardzo, ale też mam świadomość że to oprócz talentu, kupa ciężkiej pracy, trochę szczęścia i spotykanie właściwych ludzi na swojej drodze, żeby się wybić. I nie zwątpić.

    Za to bardzo miło obserwuje się Twoją drogę i słucha o tym jak opowiadasz o swoim zawodzie. Firmie. Pasji. Wszystko zlewa się w całość.

    Mam nadzieję, że wszystko ułoży się najlepiej dla Panny Loli!

    Mam nadzieję, że zarażona Twoim powerem będę bardziej systematyczna dla Kundelka <3

  2. Będzie dobrze! Tylko trzeba przetrzymać to zuooo 🙂 jak ja rzuciłam wszystko, żeby robić to co lubię, a moja praca jest trochę sezonowa, to po sezonie, gdy na początku miałam deficyt kasy na niski zus i inne opłaty, które nie cierpią zwłoki, zakopywałam się pod kołdrą, z tzw. cebulą na głowie (tak nazywa mój mąż rozpierdańczonego koczka na środku głowy) i płakałam, że to już koniec. A później odświeżałam mejla – czy przypadkiem ktoś czegoś nie kupił i później znów płakałam do poduszki. Ale z biegiem czasu wszystko się stabilizuje, tylko trzeba, tak jak napisałaś, wykorzystać czas przestoju na coś produktywnego, a nie pogrążać się w otchłani rozpaczy, niczym Ania z Zielonego Wzgórza 🙂 Liczy się też pomoc najbliższych – to ich wiara czasem nas spod tej cebulowej kołdry wyciąga. Ale Tobie chyba nie muszę tego pisać, bo z tego co się orientuję, to masz takiego spodkołdernego wyciągacza 🙂 pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *