Czego nauczyłam się w tym roku.

W tym roku dowiedziałam się o sobie kilku rzeczy.

Na przykład takiej:

umiem robić lemoniadę.

Take one pint of water, add a half pound of sugar, the juice of eight lemons…
..the zest of half lemon. Pour the water from one jug, then into the other, several times.
Strain through a clean napkin.


Grandmother, the alchemist. You spun gold out of this hard life.
Conjured beauty from the things left behind. Found healing where it did not live.
Discovered the antidote in your own kitchen. Broke the curse with your own two hands. You passed these instructions down to your daughter.
Who then passed it down to her daughter.

‚I’ve had my ups and downs, but I always find the inner strength to pull myself up. I was served lemons, but I made lemonade.’

 

Tak jest.

Z porządnych cytryn. Bo wiecie, życie nie rzucało we mnie czekoladą tak jak chciałam. Dostawałam tymi cytrynami po głowie ze wszystkich stron.

A kiedy już, już niespodziewanie dostałam czekoladą, to tydzień przed Świętami wywalił się na mnie karton z cytrynami.

Albo może lepiej zabrzmi rustykalna retro drewniana skrzynka?

I co miałam zrobić?
Zrobiłam lemoniadę, którą będę pić przez następny rok.

Trzy przeprowadzki,
dwa razy złamane serce.

Kiedy w tym roku dwa razy rozstawałam się z tym samym chłopakiem wydawało mi się, że świat mi się skończył. Że nie dam rady. Gdzie ja sama w Warszawie? Gdzie ja sama we Wrocławiu? Bez kasy na życie, bez niczego.
Czułam się pusta w środku i nikomu niepotrzebna.
Nikomu.
Rzuciłam się w wir pracy i rysowania.
I taką mnie znalazł On.
I dostałam od życia czekoladą.
Najlepszej jakości gorzką czekoladą, której smak utrzymuje się długo.
I wiecie czasami miłość przychodzi za szybko.

I czasami niespodziewanie dla samej siebie odkrywasz jaka jesteś dzielna, żeby iść dalej.
Upadasz i wstajesz – normalna sprawa.
Od zawsze się tego uczymy.

I chociaż generalnie wszystko przyszło za szybko to nic się w Tobie nie zmienia.

Bo co jak co, ale uczuciowo zawsze byłam stabilna.
Więc jest koniec roku. A ja zostaję sama tu we Wrocławiu.
Ze złamanym sercem wypełnionym po brzegi – mimo wszystko.

Gdzieś przeczytałam taki tekst – serce pojemne jak przedwojenna wanna.

Tylko jak z takiej wanny spuścić ludzi, którzy nas nie chcą? Nie wiem, będę się tego musiała nauczyć.

Nauczyłam się też, że

Jeśli coś kochasz, puść to wolno. Kiedy do Ciebie wróci, jest Twoje. Jeśli nie, nigdy Twoje nie było.

/Antoine de Saint-Exupéry/

Czy jestem inną osobą niż na początku roku?

TAK

Jak nigdy dotąd mam wrażenie, że pokonałam wielką Drogę Mleczną.

Tyle zrobiłam, osiągnęłam i wydoroślałam. Nie wiedziałam, że jestem aż tak silna.

Naprawdę.
Nauczyłam się, że noszę w sobie dwie Lole.
Jedna z nich jest prawie idealna. Czarująca, słodka, pełna marzeń, dzielna i silna. I taką mnie chce się kochać. Sama siebie taką kocham.
Druga Lola jest mroczna.
I chce uciekać jak jest za dobrze – bo przecież to niemożliwe, żeby zasłużyła na to co piękne.
Nie wiem jak długo potrwa, żeby ta druga odeszła.
Ale wiem, że jest potrzebna, żeby zrozumieć, że na pewne rzeczy jeszcze nie nadszedł czas.

Jak to zrobić?
Kochać.
Samą siebie.

Wiem, to banalne. Ale jak tego się nauczę to wszystko stanie się możliwe. Uzależniłam swoje życie od drugiej osoby. Swoje poczucie szczęścia i bezpieczeństwa.

Koleżanka mi napisała ostatnio: Panno Lolu, tak miało być! Świat się o Pannę upomniał!
I chyba tak jest.

Ten rok toczył się pod znakiem miłości.

I kiedy poznałam Go, wiedziałam, że to jest TO.
To coś, czego szuka się całe życie.
I znalazłam.
Ale wiecie, nic nie dzieje się bez przyczyny.

Mnie wszystkie drogi prowadziły do Niego. Tylko za szybko.

 

 

Więc teraz głębokie oddechy,
termofor,
ciepłe piżamy i nocne pieczenie ciast.

rysowanie.
Żeby za dużo nie myśleć.

I najtrudniejsza droga.

Droga do samej siebie.

 

Ten rok to też miliony zamówień, moje małe sukcesy i praca, którą lubię.

Nauczyłam się też najważniejszej rzeczy w swoim życiu

NIE PLANUJ

 

Ale marzę odważnie jak dawniej i wiem, że to co siedzi we mnie wreszcie wyjdzie. I będzie dobrze.

My grandma said, nothing real can be threatened.
True love brought salvation back into me.
With every tear came redemption.
And my torturer became my remedy.
So we’re gonna heal, we’re gonna start again. You’ve brought the orchestra.
Synchronized swimmers, you are the magician. Pull me back together again the way you cut me in half.
Make the woman in doubt disappear.
Pull the sorrow from between my legs like silk, knot after knot after knot.
The audience applauds…
…but we can’t hear them.

 

Czasami myślę, że jestem słaba i nie jestem ważna. Czasami myślę, że jestem brzydka. Czasami robię sobie krzywdę brakiem snu i słabym jedzeniem. Czasami za dużo płaczę i wspominam niepotrzebne rzeczy. A potem po prostu wiem, że będzie cudnie.

Bo coś pęka i daje radę.

 

Ale tak najbardziej cieszę się, że o sobie nie zapomniałam. Nadal jestem trochę retro i będę.

Nadal będę wielkimi oczami patrzeć na świat i patrzeć nimi w ludzi.

Nadal będę kochać cynamon.

I biegać w sukienkach po kocich łbach we Wrocławiu.

Bo taka jestem. I to wszystko co się stało było po coś.

 

Są Święta.

A ja mam nastrój jak Grinch

Jest to dla mnie o tyle dziwne i creepy bo zawsze uwielbiałam Święta. W tym roku planowałam, że będą pełne miłości, cynamonu i rozmów.

Marzyłam o nocnym spacerze i dłoni w dłoni.

Ale teraz też nie jest źle. Wyciszyłam się, wyłączyłam się i daję sobie czas. Mam co robić. Jest we mnie tyle uczuć, że wiem, że przelane na papier uczynią cuda.

 

img_0174_fotor_collage

 

Z okazji Świąt chciałabym Wam życzyć pięknych zdarzeń na co dzień. Drugiej osoby obok, która będzie na dobre i złe. Cynamonu przez cały rok i zdrowia. 

A sobie życzę pokochania samej siebie.

Kupiłam sobie rękawiczki – jestem na dobrej drodze.

I zostawiam Was z tą piosenką i teledyskiem. W styczniu idę na jego koncert i czuję, że bardzo tego potrzebuję.

 

 

PS. no dobra mam jeden plan. Wydobyć z tej ciepłej kluchy zgrabne kopytko.

 

Lola.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *