Uncategorized

There is a light and it never goes out.

Możecie mi wierzyć albo i nie, ale w wersjach roboczych wisi kilka postów, których nie opublikowałam.

Dlaczego?

W każdym z nich jestem dziwnie smutna, melancholijna i czułam się mentalnie bardzo, bardzo staro. No a przecież u mnie jest tak pięknie.

Kora

On

Morze

Rysowanie

 

Więc może to wszystko, to kwestia tego, że przez ostatnie lata nie byłam w dobrych miejscach i nie byłam szczęśliwa sama ze sobą? I przyzwyczaiłam się do tego smutku, który mnie wtedy kształtował. Nie zrozumcie mnie źle, smutek jest pięknym stanem. Pomaga mi tworzyć. Ale nigdy nie wolno mu się poddawać.

Czytałam namiętnie wszystkie blogerskie podsumowania ubiegłego roku.

Zauważyłam, że zrobiła się moda na rozpisywanie się o swoich porażkach. Cudny pomysł! Jak to ktoś mądry powiedział (wybaczcie przekleństwo)

” Najpierw wpierdol, potem tort”

Idealne określenie – najpierw się sama pojadę, rozpiszę i przyznam do błędów a na końcu pokażę czytelnikom, że mimo tak kijowego czasu zrobiłam TYLE cudnych rzeczy. I nie, nie piszę tego teraz prześmiewczo! Mi naprawdę to się bardzo, bardzo podoba.

Dlatego, że najfajniej jest pokazywać wstawanie. Pokazać jak podnosimy się pomimo potłuczonego kubka, który kochamy, dziury w rajstopach w kropki z Calzedoni za siedem dych, złamanego serca, zwolnienia w pracy, zaniedbania i zaniechania siebie. I odkryłam, że cholera,  ja to wam cały rok nieświadomie to pokazywałam dlatego dzisiaj, chciałabym cofnąć się w czasie raz jeszcze.

Podsumować co było i jest.

I wreszcie zacząć blogować ze spokojnym sercem i głową. Bo już jest dobrze. Już jest pięknie. Otuliłam się tym morzem jak najszczelniejszym kocykiem i wreszcie nauczyłam się oddychać. I kochać.

 

Gotowi?

 

STYCZEŃ

złamane serce

moje pierwsze zimowe morze i odkryłam, że to mój dom

pierwsza randka z Tindera na dworcu w Gdyni – ok 01:00 w nocy

Wrocław i Lidia, która mnie ratowała nalewką Babci. /don’t ask/

 

LUTY

Wróciła do mnie KORA!!!!

Pierwsze problemy w pracy ( w sensie, że się poważnie przejęłam i zaczęłam się coraz bardziej i bardziej stresować )

samotność we Wrocławiu i randki z Tindera – jedna za drugą – chyba książkę o tym napiszę 😉

MARZEC

Problemy w pracy pomieszane z pewnością, że dam radę.

randki

Pojechałam znowu nad morze i od razu po powrocie podjęłam decyzje, że się przeprowadzam pod koniec maja.

Odrzuciłam świetną pracę w Gdańsku bo byłam lojalna i żałuję do dzisiaj. – serio, moja poprzednia praca z perspektywy czasu była jak toksyczny związek – nic do siebie nie pasowało ale byłam – coraz mniej świadomie ale byłam.

Objawiła mi się Rupi Kaur i na chwile poczułam się utulona słowami.

 

KWIECIEŃ 

był dziwny.

leżałam smutna i codziennie płakałam.

Byłam samotna i bałam się prosić o pomoc.

Rysowałam i starałam się nie myśleć.

Chodziłam na randki, żeby nie zalegać w dresie.

MAJ

Znalazłam mieszkanie w Orłowie, pięć minut od plaży.

Zajęta przeprowadzką i nadzieją na lepsze życie w Gdyni starałam się nie zasmucać często.

W maju miałam też dziwne pożegnania z ludźmi, przeczucia co do pracy i wielką nadzieje w sobie, że będzie pięknie.

27 maja przeprowadziłam się do Gdyni i pierwszą noc przespałam na podłodze. Na karimacie, dwóch kocykach i kołdrze. Kora ze stresu się wysikała w domu a ja obiecałam sobie, że choćby nie wiem co, to damy radę. We dwie, same. Na szczęście okazało się, że mam przyjaciół i mogę na nich liczyć.

 

CZERWIEC

Morze

praca

randki

Kora

nowe oddechy

rysowanie

a w dzień ojca zostałam z uśmiechem zwolniona z pracy i jedyne czego żałuję, to to, że się strasznie wtedy rozpłakałam. I że zaufałam złym ludziom w tej całej mojej wrażliwości.

Wracając do Gdyni z Wrocławia byłam przerażona i niesamowicie skupiona na tym co muszę zrobić. Oto pierwszy sztorm przede mną.

Zostałam zwolniona. Mimo, że się starałam i znosiłam wszystkie głupie teksty, uwagi, dziwne uśmieszki.

Byłam sama na drugim końcu kraju, bez rodziny, z psem, rachunkami i perspektywą, że do końca czerwca muszę się wyprowadzić bo umowę miałam na jeden miesiąc ze względu na rozpoczynające się wakacje i letników.

I to była lekcja numer jeden.

Bo w licpu okazało się, że to było najlepsze co mi się przytrafiło.

 

LIPIEC

znalazłam mieszkanie w centrum Gdyni, w starej kamienicy,

kończyłam od niechcenia totalnie, ostatnie projekty na wypowiedzeniu – to trochę takie uczucie jakbyście mieszkały po rozstaniu z byłym. Niby wszystko już powiedziane, ustalone. Obowiązują was terminy i inne sprawy. Coś was jeszcze trzyma ale nikomu się nie chcę z nikim gadać. Ktoś sztucznie poklepie po plecach, że niby rozumie.

Nagle dostałam wiadomość od Martina Stankiewicza, czy nie wezmę udziału w jego najnowszym filmie.

Filmie, który okazał się filmem na jego pierwszy milion i jednocześnie reklamą coca-coli.

 

 

A zaraz potem przyjechała Laura i w 14 godzin nakręciłyśmy film

 

 

 

czy widzicie jaka magia się zadziała?

Od zawsze w moim sercu miałam głos, że co by się nie działo, to mam rysowanie. I sobie poradzę. I będzie pięknie.

SIERPIEŃ

W sierpniu obchodziłam swoje 26 urodziny i poczułam się strasznie samotna. Stres z całego roku dał się we znaki i słabłam codziennie przez tydzień w najgorszych miejscach. / centra handlowe, morze, restauracja/

Odwiedzili mnie moi rodzice i siostra z mężem.

W sierpniu definitywnie zakończyłam randkowanie i zamknęłam jeden ważny ciągnący się za mną etap.

Obiecałam sobie, że żadnych facetów, tylko Kora, rysowanie, praca i ja.

Tylko wiecie wy to sobie mogliście obiecywać…. 31 sierpnia poznałam Kamila i….

 

WRZESIEŃ

 

….. jak poszliśmy na pierwszą randkę, to jak go tylko zobaczyłam, to pomyślałam sobie, że będę go bardzo kochać.

Kosmos.

Beksiński

tańce w kuchni

litry herbatek

spacery

bezpieczeństwo.

wielki spokój.

Dużo pracy.

Taki miałam wrzesień. Bo odkryłam, że nie muszę być sama. Że potrafię komuś zaufać. A Ci co nas poznali, to wiedzą jak do siebie pasujemy. Tak jakbym do niego tu szła, nad to morze. Tyle kilometrów i lat. Zupełnie jakbym po wielkiej i okropnej burzy wróciła wreszcie do domu.

 

PAŹDZIERNIK, LISTOPAD, GRUDZIEŃ

To były naprawdę ciężkie trzy miesiące. Ciągle chorowałam, nie wyrabiałam się z niczym. Pojawiły się większe problemy, które nam utrudniły podróż do Agi i Konrada  do Szwecji.

Ale jako, że miałam jego ramiona, Korę i dużo się modliłam – jestem wierząca i nie wstydzę się tego. O. Adam Szustak jest odpowiedzialny za moje nawrócenie i zrozumienie wszystkiego. 🙂 – przetrwaliśmy razem.

A ten rok zakończyłam jako Narzeczona.

I może to szybko dla Was wszystkich. Ale jak kogoś poznajesz to wiesz. I ja to wiedziałam. Tak po prostu.

 

 

Tamten rok dał mi też wiele nowych cudnych ludzi dookoła mnie. Którzy mnie wspierali, dzwonili i kopali w pupe.

Założyłam grupę dla dziewczyn na Facebooku – Panny Retro.

Nauczyłam się odpuszczać sama sobie.

Pozwoliłam odchodzić ludziom i nie trzymać się ich na siłę.

W swoje urodziny wypiłam butelkę Prosecco i udawałam Kalinę Jędrusik pod Teatrem Muzycznym w Gdyni w środku nocy a potem wlazłam w sukience do morza.

I nie chcę tu robić podsumowań, oficjalnych podziękowań. Ale miałam ciężki styczeń. Trochę taki, że musiałam odchorować i odespać tamto wszystko.

Ale dzisiaj, w lutym jestem tu i teraz.

I to najfajniejsze uczucie na świecie.

Nie jestem w przeszłości, nie wybiegam przesadnie do przodu.

Zamiast marzyć, to zaczęłam robić.

 

Zaczęłam robić życie.

I wierzcie mi, nie ma lepszego uczucia.

W związku z tym całym robieniem, mam dla Was tapetę na pulpit na Luty. Bo dla mnie, to dzisiaj jest początek nowego roku.

I nie planowałam tego – samo przyszło 🙂

Link do pobrania -> https://drive.google.com/file/d/10b6OV356d30yA1uTKU2kqgcvKvMLfIlO/view?usp=sharing

Będzie mi miło, jak podzielicie się ze mną waszymi zdjęciami monitorów na Instagramie 🙂 użyjcie wtedy #pannalolawlutym

 

A na koniec tego turbo długiego wpisu, chciałabym podziękować wszystkim dziewczynom, które pokazały mi, że wrażliwość to super siła.

Które okazały się wielkim wsparciem dla mnie i mojej sztuki. Które wypiły ze mną litry kawy, herbaty, wina. Przepłakały noce i nauczyły mnie wyć z radości i ze smutku.

Dzięki Wam wyrosłam w tamtym roku tak bardzo, że wzruszam się na samą myśl o tym wszystkim.

 

Tulę Was mocno!

 

Lola

3 komentarze

  • Karolina

    O matko jaki piękny ten post. Popłakałam się. Wzruszyłam i przeżyłam go razem z tobą. Powoli odnajduję w sobie wiarę, że w moim życiu też może być lepiej. Że nie muszę już nienawidzić siebie i codzinnie płakać przytulając pluszową świnkę. Że mogę zacząć od nowa i zaakceptować swoją przeszłość.
    Dziękuję ♡

  • Polly

    Jaki szalony rok! Nie znam cię, ale te kilka słów wrzucone pod nazwą każdego miesiąca poruszyły nawet mnie, obcą osobę. Niezły rollercoaster przeżyłaś i przetrwałaś. Pięknie <3

  • Jola

    Lolu, pisz więcej tych blogowych postów 🙂 bardzo mi pomaga czytanie tych wpisów 🙂 sama byłam w podobnej sytuacji do Ciebie :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *