• Pustki i retro sprawy.

    Nie wiem co to znaczy tak naprawdę bycie retro. Może z tym się człowiek po prostu rodzi. Po prostu czuje całe swoje życie, że jego miejsce jest gdzieś tu, ale w sumie też tam. A może to patrzenie w gwiazdy. Nocne spacery brzegiem morza. Picie herbaty na molo w mroźny dzień. Pieczenie ciasta w upalną noc, boso i w Jego koszuli. Modlitwa w lesie. Kąpiel w wannie pełnej lawendy. Wino z przyjaciółką i miska krewetek. Popcorn zjedzony w piżamie i nocny seans Netflixa. Udawanie Beyonce przed lustrem. Śpiewanie psom piosenek Kaliny Jędrusik. Bycie naiwną. Cynamonowe świeczki. Lampki na oknie. Motyle w brzuchu na myśl o nowych rzeczach.     A…

  • Trudna sztuka odpuszczania.

    Jest taka scena filmowa, kiedy to najczęściej bohaterka ma swój przełomowy moment. Na przykład płacze na łóżku i słucha Etty James. I płacze tak bardzo, że aż się zanosi. I nagle wstaje i #girlpower. Śmiało można by stwierdzić, że jest niestabilna emocjonalnie i ma pewnie jakieś zaburzenie psychiczne. A czy komuś po prostu przyszło do głowy, że jest kobietą? Taką z krwi i kości? Która nie tłumi swoich emocji, płacze, wyje, śmieje się, jak kocha to na całego i czuje  te wszystkie inne rzeczy o których inne kobiety wolą nie rozmawiać, bo dały się zgasić. To smutne. Ale wróćmy do przełomów. Każdy z nas ma jakąś swoją scenę filmową. Mi…

  • Panna Lola i urodziny.

        Rok temu skończyłam 25 lat. Byłam w zupełnie innym momencie swojego życia. Miałam pracę, narzeczonego, mieszkałam we Wrocławiu i myślałam, że to już koniec wielkiej zawieruchy, która towarzyszyła mi przez poprzednie miesiące. Och, jak bardzo się myliłam. Dzisiaj skończyłam 26 lat.     Mieszkam nad morzem, bo tak poczułam w styczniu lecząc nad jego brzegem złamane serce. Czyli narzeczonego też już nie mam. Pracy też już nie – ale to nie jest warte pisania tutaj. W ogóle. Wiele razy już tutaj pisałam o tym co mam, czego nie mam, co mnie boli, za czym tęsknie. Czasami piszę wprost, czasami między słowami. Ale jeśli mnie czytasz, to jesteś w…

  • Rzecz o dzikości.

    Teraz tak myślę, że to ponad pół roku bycia samej wyszło mi na coś dobrego. Nauczyłam się kochać samą siebie i patrzeć na siebie inaczej. Podjęłam ważne życiowe decyzje i z utęsknieniem czekam na jesień pachnącą cynamonem i tym czymś w powietrzu. Mam w sobie odwagę, do mówienia i myślenia tak jak chcę. Ale najważniejsze, że nagle nastała dzikość. Co każe Ci iść o drugiej rano nad morze, śpiewać w leśnej alejce piosenki Kaliny Jędrusik, dotykać drzew i zachwycać się czystym powietrzem. Coś tu się obudziło. Nauczyłam się, że trzeba się wspierać a nie być przeciwko sobie. Że lepiej być sama ze sobą niż z kimś na kogo patrzę bez…

  • Nadmorzem.

    Długo zastanawiałam się jak napisać i czy powinnam dalej pisać, to wszystko co czuję. Ale postanowiłam, że skoro dzisiaj zaczynam od nowa, to muszę dać sobie szansę na to, żeby zacząć od nowa na każdej swojej płaszczyźnie. Myślałam ostatnio, co może być przepisem na moje szczęście. Za dużo we mnie było niepewności i strachu. Nie wiedziałam gdzie iść. Uciekałam od ważnych ludzi, czasami bezpowrotnie. Zaczęłam od początku. Postanowiłam przypomnieć sobie siebie samą sprzed pięciu lat – dobrze, że zaczęłam już wtedy ‚instagramować’ wszystko – mogłam sprawdzić samą siebie tak jakbym czytała pamiętnik. Pięć lat temu zaczęłam pisać „Lolę i Cynamon” – wymyśliłam tę historię leżąc w wannie, pewnego zimowego wieczoru.…

  • bezsenność.

    Od kilkunastu lat nie lubiłam Maja. Kojarzył mi się z uciekaniem i nagłym nowym życiem. I teraz proszę, robię to samo. Nie mam trzynastu lat a prawie dwadzieścia pięć. Nie drżę już nocami ze strachu, a tulę się do chrapiącego psa. Nie boję się. A nie, przepraszam. Boję się. Można mieć wszystko. Poczucie bezpieczeństwa, plecy do tulenia się w nocy. Nocne zakupy w Tesco, nocne maratony filmowe. Można mieć jakąś stabilizację. Można też to stracić szybko i uciec. Uciec jak najdalej, żeby utopić się jakoś na samym dnie. I nie dać się odszukać. Utopić się w rysunkach, pisaniu bajek. Utopić się w muzyce. Gotowaniu. Pracy. Chciałabym się schować. Zniknąć. Girl…

  • GIRL POWER!

    Wiem, że aura majówkowa narzucałaby zmianę tytułu na ‚GRILL POWER’ ale…ale.   Znam kobiety w swoim otoczeniu, które kipią od feminizmu. Ale nie w złym słowa tego znaczeniu. Wspierają, kochają, planują śluby, dzieci, gotują bo lubią, sprzątają bo lubią, malują się bo lubią. Noszą obcasy i są tak bardzo kobiece w swojej niezależności, że emanują tym blaskiem na kilometry.   Znam kobiety, które walczą o swoje prawa. Jak tygrysy zamykane w cyrkowych klatkach. Biegają na manify, nie przebierają w słowach, są ostre w obyciu i na pierwszy rzut oka emanują ‚bitch face’em’. Znam kobiety, które nie wspierają się nawzajem. Znam kobiety, które nie widzą w innych kobietach inspiracji i wsparcia.…

  • To co mam.

    To co mam. Kilka sukienek w paski. Różowe sweterki. Koronki w bieliźnianej szufladzie. Cierpliwość. Siłę. Dorosłość. Zrozumienie. Pewność. Rysowanie. Jeszcze nie mam zestawu obiadowego dla więcej niż jednej osoby. I dużych łyżek do zupy. Nie mam też piżamy w jednorożce. Ale nauczyłam się, że wszystko w naszym życiu jest kwestią czasu. Bo czas zawsze pokazuje, czy to o czym marzyłam jest warte czekania. Bo po drodze drogowskazy często nie prowadzą przez brokat, tęcze i różowe chmurki. Najwięcej jest tam mgły, trochę deszczu ze słonecznymi przebłyskami. Znajdą się też na tej drodze ludzie, którzy będą Cię chcieli zawrócić, utopić Cię w smutku i podstawią Ci nogi jak chłopcy na szkolnych korytarzach.…

  • Freelancing – droga do wolności?

    Czy bycie freelancerem sprawia, że komfort naszego życia jest lepszy? Co to w ogóle znaczy? Czy to jest wolność?     Na takie i inne pytania miałam szansę odpowiedzieć w zeszłym tygodniu w ramach spotkań Koła Naukowego touchpoint w fundacji FOOD THINK TANK na wrocławskim Nadodrzu.   Żeby było jasne, to   Freelancing dla mnie, nie jest drogą do wolności   Szok, niedowierzanie, ale że jak? – Mniej więcej takie reakcje namalowały się na twarzach ludzi, którzy przyszli na spotkanie. Nieco też zbiłam z pantałyku Pana prowadzącego. A że ostatnio mam talent do zaskakiwania ludzi, to wcale mnie te miny i reakcje nie zaskoczyły. Czy bycie freelancerem sprawia, że komfort…

  • Heart is open.

    Pod koniec lutego w moim życiu nieco pojaśniało. A potem w połowie marca zrobiło się cicho i ciemno bo ze strachu uciekłam przed wiosną w sercu. Marzec był w ogóle dziwny. To naprawdę słaby miesiąc dla mnie, zaraz po maju. Czasami jest tak, że coś przychodzi niespodziewanie.  I Cię zaskakuje. I brakuje Ci tchu i stoisz przy kuchennym oknie i wypatrujesz czy to już nastawiać wodę na herbatę mając jednocześnie sparaliżowane wszystko ze strachu i szczęścia. I nagle dopada Cię strach. O ŁAŁ Lola, nie jesteś Królową Śniegu! ŁAŁ Lola umiesz czuć inne rzeczy niż miłość do Kory i czekolady.   ŁAŁ Lola, jesteś taka głupia i zrobimy Ci teraz…