• Życie i cynamon

    Happier.

    Mija jakoś 16 lat od nocy w której znienawidziłam jedną piosenkę Edyty Górniak. 16 lat odkąd każda następna noc przez następne dwa-trzy lata była koszmarem. Za miesiąc zamieszkam z Nim w naszym miejscu. Pół godziny spacerem przez las od morza. Miejscu gdzie będę mogła wreszcie piec ciasta i w miejscu w którym będę się czuła bardzo, bardzo bezpiecznie. Zastanawiałam się długo czy opisać Wam tutaj to wszystko. Znam wspaniałe blogerki, które dzielą się bolesnymi tematami. Depresją, stratą dziecka, problemami. I jestem z nich dumna i bardzo, bardzo je podziwiam za tą odwagę. Bo zawsze będzie wśród ich czytelników ta jedna ważna osoba, której pomogły. Teraz są czasy na to, żebyśmy…

  • Tapety do pobrania

    Marzec.

    ” jestem stworzona z wody oczywiście że buzują we mnie emocje ” /Rupi Kaur /   Dlatego też dzisiaj zostawiam was z tapetą do pobrania. Jest kobieca. Marcowa. A ja muszę przemyśleć kilka spraw. Dobrej nocy, L Link -> https://drive.google.com/file/d/1SJ23FkyiMF9iMzPGJJPVFX_ZHHkGPPp8/view  

  • Życie i cynamon

    We all have wings.

    Nie wiem za bardzo jak napisać to wszystko tak, żeby nie zabrzmiało jak bym aspirowała do bycia Lolą Coelho. Ale chyba tak trochę wyjdzie za co już przepraszam. Jakiś czas temu podjęłam jedną z ważniejszych decyzji w tym roku. WRACAM DO PRACY Przez ostatnie miesiące pracowałam w domu. Nie obijałam się, realizowałam się i …. stresowałam się. Apogeum stresu spadło na mnie w styczniu, kiedy spałam znowu po kilkanaście godzin, czułam, że moje ciało jest chore. Bolało mnie wszystko i zaczęłam wpadać w marazm. Taki marazm co wciąga Cię do środka i zamienia Twoją duszę w Dementora. Bałam się ciągle i przestałam się starać. Mam jednak to niesamowite szczęście – i…

  • Tapety do pobrania,  Życie i cynamon

    There is a light and it never goes out.

    Możecie mi wierzyć albo i nie, ale w wersjach roboczych wisi kilka postów, których nie opublikowałam. Dlaczego? W każdym z nich jestem dziwnie smutna, melancholijna i czułam się mentalnie bardzo, bardzo staro. No a przecież u mnie jest tak pięknie. Kora On Morze Rysowanie   Więc może to wszystko, to kwestia tego, że przez ostatnie lata nie byłam w dobrych miejscach i nie byłam szczęśliwa sama ze sobą? I przyzwyczaiłam się do tego smutku, który mnie wtedy kształtował. Nie zrozumcie mnie źle, smutek jest pięknym stanem. Pomaga mi tworzyć. Ale nigdy nie wolno mu się poddawać. Czytałam namiętnie wszystkie blogerskie podsumowania ubiegłego roku. Zauważyłam, że zrobiła się moda na rozpisywanie…

  • Życie i cynamon

    Jak zagrać w życie?

    Babcia od dziecka mi mówiła, że chłopaka, to trzeba sobie wychować i ma za Tobą biegać, bo ma jakieś prehistoryczne cechy myśliwego. Mama zawsze mi powtarzała i powtarza do dzisiaj, że kobieta musi być niezależna finansowo.   A ja i tak robiłam po swojemu i zagrałam w życie, przyznając im obydwu rację, jak smarkałam w prześcieradło, bo zużyłam w kilka godzin zapas rolek papieru, ręcznika kuchennego i chusteczek higienicznych. Życie boli. I życie zrani Cię na milion kawałków, które będziesz starać się skleić czekoladą serialami układaniem ubrań w szafie kolorami randkami z Tindera – mogę napisać serię felietonów, serio. kompulsywnymi zakupami w biedronce i upychaniem zapasów jedzenia w lodówce i…

  • Życie i cynamon

    Miłość.

    Dźwięk złamanego serca wcale nie przypomina tego, który wydobywa się z czekolady kiedy wrzucasz jej kawałki do rondelka pełnego mleka.   Złamane serce to ból, który dusi w gardle i podchodzi do uszu. Łapie Cię nagle. Rano jak już sobie przypominasz, że jest strasznie źle. W kolejce w sklepie i potem jak musisz sama wnieść zakupy na to czwarte piętro bez windy. Jak jesteś sama i choruje Twój pies. Jak w nocy budzisz się z jakiegoś koszmaru i nie ma kto Cię utulić. Jak radzisz sobie dzielnie ze wszystkim sama i upadasz. I wstajesz.   I upadasz.   Ostatni rok złamał mi serce na tysiąc kawałków. A ja je wszystkie…

  • Życie i cynamon

    Mieszkałam w Warszawie.

    Mieszkałam w Warszawie więc wiem, jak to jest kiedy włącza się Ci się adrenalina gdy biegniesz na metro i wsiadasz w ostatnim momencie. Mieszkałam w Warszawie i czułam rytm miasta, które dudniło jak serce lwa w dżungli tuż przed polowaniem. Musiałam mieć wyostrzone zmysły, oczy dookoła głowy i serce z miejscem na wzruszającą historię miasta.   Mieszkałam w Warszawie i spacerowałam nocami słuchając przedwojennych piosenek. Mieszkałam w Warszawie i  nie czułam się jak w domu. Czułam się za to jak w historycznej klatce, która bardzo chce być światowa i nowoczesna. Dusiłam się. Mieszkałam w Warszawie ale przed 1 sierpnia mieszkałam już we Wrocławiu, bo Warszawa więcej mi zabrała niż dała.…

  • Życie i cynamon

    Pustki i retro sprawy.

    Nie wiem co to znaczy tak naprawdę bycie retro. Może z tym się człowiek po prostu rodzi. Po prostu czuje całe swoje życie, że jego miejsce jest gdzieś tu, ale w sumie też tam. A może to patrzenie w gwiazdy. Nocne spacery brzegiem morza. Picie herbaty na molo w mroźny dzień. Pieczenie ciasta w upalną noc, boso i w Jego koszuli. Modlitwa w lesie. Kąpiel w wannie pełnej lawendy. Wino z przyjaciółką i miska krewetek. Popcorn zjedzony w piżamie i nocny seans Netflixa. Udawanie Beyonce przed lustrem. Śpiewanie psom piosenek Kaliny Jędrusik. Bycie naiwną. Cynamonowe świeczki. Lampki na oknie. Motyle w brzuchu na myśl o nowych rzeczach.     A…

  • Życie i cynamon

    Trudna sztuka odpuszczania.

    Jest taka scena filmowa, kiedy to najczęściej bohaterka ma swój przełomowy moment. Na przykład płacze na łóżku i słucha Etty James. I płacze tak bardzo, że aż się zanosi. I nagle wstaje i #girlpower. Śmiało można by stwierdzić, że jest niestabilna emocjonalnie i ma pewnie jakieś zaburzenie psychiczne. A czy komuś po prostu przyszło do głowy, że jest kobietą? Taką z krwi i kości? Która nie tłumi swoich emocji, płacze, wyje, śmieje się, jak kocha to na całego i czuje  te wszystkie inne rzeczy o których inne kobiety wolą nie rozmawiać, bo dały się zgasić. To smutne. Ale wróćmy do przełomów. Każdy z nas ma jakąś swoją scenę filmową. Mi…

  • Życie i cynamon

    Panna Lola i urodziny.

        Rok temu skończyłam 25 lat. Byłam w zupełnie innym momencie swojego życia. Miałam pracę, narzeczonego, mieszkałam we Wrocławiu i myślałam, że to już koniec wielkiej zawieruchy, która towarzyszyła mi przez poprzednie miesiące. Och, jak bardzo się myliłam. Dzisiaj skończyłam 26 lat.       Mieszkam nad morzem, bo tak poczułam w styczniu lecząc nad jego brzegiem złamane serce. Czyli narzeczonego też już nie mam. Pracy też już nie – ale to nie jest warte pisania tutaj. W ogóle. Wiele razy już tutaj pisałam o tym co mam, czego nie mam, co mnie boli, za czym tęsknie. Czasami piszę wprost, czasami między słowami. Ale jeśli mnie czytasz, to jesteś…