• We all have wings.

    Nie wiem za bardzo jak napisać to wszystko tak, żeby nie zabrzmiało jak bym aspirowała do bycia Lolą Coelho. Ale chyba tak trochę wyjdzie za co już przepraszam. Jakiś czas temu podjęłam jedną z ważniejszych decyzji w tym roku. WRACAM DO PRACY Przez ostatnie miesiące pracowałam w domu. Nie obijałam się, realizowałam się i …. stresowałam się. Apogeum stresu spadło na mnie w styczniu, kiedy spałam znowu po kilkanaście godzin, czułam, że moje ciało jest chore. Bolało mnie wszystko i zaczęłam wpadać w marazm. Taki marazm co wciąga Cię do środka i zamienia Twoją duszę w Dementora. Bałam się ciągle i przestałam się starać. Mam jednak to niesamowite szczęście – i…

  • There is a light and it never goes out.

    Możecie mi wierzyć albo i nie, ale w wersjach roboczych wisi kilka postów, których nie opublikowałam. Dlaczego? W każdym z nich jestem dziwnie smutna, melancholijna i czułam się mentalnie bardzo, bardzo staro. No a przecież u mnie jest tak pięknie. Kora On Morze Rysowanie   Więc może to wszystko, to kwestia tego, że przez ostatnie lata nie byłam w dobrych miejscach i nie byłam szczęśliwa sama ze sobą? I przyzwyczaiłam się do tego smutku, który mnie wtedy kształtował. Nie zrozumcie mnie źle, smutek jest pięknym stanem. Pomaga mi tworzyć. Ale nigdy nie wolno mu się poddawać. Czytałam namiętnie wszystkie blogerskie podsumowania ubiegłego roku. Zauważyłam, że zrobiła się moda na rozpisywanie…