Jak zagrać w życie?

Babcia od dziecka mi mówiła, że chłopaka, to trzeba sobie wychować i ma za Tobą biegać, bo ma jakieś prehistoryczne cechy myśliwego.

Mama zawsze mi powtarzała i powtarza do dzisiaj, że kobieta musi być niezależna finansowo.

 

A ja i tak robiłam po swojemu i zagrałam w życie, przyznając im obydwu rację, jak smarkałam w prześcieradło, bo zużyłam w kilka godzin zapas rolek papieru, ręcznika kuchennego i chusteczek higienicznych.

Życie boli.

I życie zrani Cię na milion kawałków, które będziesz starać się skleić

czekoladą

serialami

układaniem ubrań w szafie kolorami

randkami z Tindera – mogę napisać serię felietonów, serio.

kompulsywnymi zakupami w biedronce i upychaniem zapasów jedzenia w lodówce i szafkach kuchennych a czasem i szufladach z bielizną – czekolada wśród staników brzmi jak zapowiedź seksownej, gorącej randki.

No chyba nie.

 

Życię Cię zrani, przeżuje, wypluje a na końcu zrobi Ci herbatę z miodem, mleko z cynamonem, kakao, tosty z cebulką i serem, otuli kocykiem, zamieni w kołderkowe buritto i da buziaka w czoło.

I głosem Marcina Dorocińskiego powie

 

„A nie mówiłem?”

 

Ale wiesz, tak właśnie trzeba żyć.

 

Jak zagrać w życie?

Nie mam na to uniwersalnej instrukcji.

Bo chyba takiej nie ma.

Moja Babcia miała rację. Moja Mama miała rację. A to jak dotychczas gram w to życie, dopiero mi pokazało jak bardzo miały racje.

 

Będę zawsze powtarzać, że trzeba słuchać głosu swojego serca. Ten głos może Ci też je złamać, bo nikt nie mówił, że będzie łatwo. Decyzja to nie tylko kwestia mlecznej czekolady z Lidla vs tej z Lindta.

Decyzje tak jak życie, złamią Cię.

Większość moich znajomych sobie myśli, że mam się super. Bo mieszkam nad morzem, bo miałam jaja – jakkolwiek to brzmi – i to zrobiłam.

Mało kto wie, że przez pierwszy miesiąc, zdążyłam się zawieść na ludziach, w których myślałam, że mam tu, nad morzem wsparcie.

Mieszkanie miałam tylko na pierwszy miesiąc – cudem było, że miałam dosłownie pięć minut do morza.

Więc codziennie brałam Korę na spacer i średnio siedem razy w tygodniu stałam na molo w Orłowie albo o szóstej rano albo o 23:00 i patrzyłam w morze i myślałam sobie

„Cholera Lola, co Ty sobie zrobiłaś, co Ty sobie myślałaś?”

Moje życie, to nie leżenie w łóżku z kawą w pięknym kubku i rysowanie na kolanie.

Moje życie, to nie cykanie foci na Instagrama.

Moje życie to nie hashtag #hygge ( który bardzo szanuje swoją drogą <3 )

Mieszkam nad morzem, bo tak jak kompulsywnie robiłam zakupy w Biedronce pod domem we Wrocławiu, tak samo kompulsywnie postanowiłam sobie, że będę szczęśliwa a nigdy nie czułam większej wolności i nadziei niż tu, nad morzem.

 

Dwa lata temu sama pojechałam do Włoch bo się uparłam, że pojadę na Targi Ilustracji dla dzieci.

Sama.

Kiedy dostałam ataku paniki, że robię coś głupiego i to pierwszy krok, żeby powstał o mnie kiedyś kryminalny dokument?

W połowie drogi.

I pojechałam na jedną z największych przygód mojego życia.
Są różne przygody – można pić tanie różowe wino w parku do rana z nieznajomym i zmienić tak całe swoje życie, można w ciągu jednego dnia zaliczyć wszystkie lodziarnie w swoim mieście, można chodzić po cmentarzu w poszukiwaniu najstarszego grobu.
Można też tak jaka ja, pojechać całkiem sama do obcego kraju, spać w obcym mieszkaniu u obcego chłopaka.
Powtórzyłabym wszystko.

 

Bo właśnie chyba o to chodzi w tej grze? Tu nie ma powrotu do wcześniejszego levelu, żeby poprawić wynik. Tu zawsze trzeba iść do przodu, bo poprzednia plansza nigdy nie będzie taka sama i nigdy nie będzie działać ten sam schemat i układ klawiszy.

W każdym momencie mojego życia wydawało mi się, że jestem za gruba.

W każdym.

A teraz patrząc na zdjęcia wiem jaka byłam głupiutka, że tak myślałam.

A teraz wiem, że już nigdy nie będzie tak jak kiedyś.

W tej grze nauczyłam się, że może być tylko lepiej.

W tej grze przeszłam level CHOROBA i dostałam bonus w postaci ekstra mądrości.

Mam skilla z tego, jak pokochać swoje ciało.

Bo moje ciało przeszło ze mną wszystko.

I to dotyczy każdej sfery.

Grajcie w tą grę.

Ta gra jest najfajniejsza na całym świecie. Idziecie cały czas do przodu, po drodze jest pełno niespodzianek, extra skilli.

Jest też jedna ważna rzecz.

Tutaj macie jedno życie.

Tylko i aż.

 

L.

 

 

 

Miłość.

Dźwięk złamanego serca wcale nie przypomina tego, który wydobywa się z czekolady kiedy wrzucasz jej kawałki do rondelka pełnego mleka.

 

Złamane serce to ból, który dusi w gardle i podchodzi do uszu. Łapie Cię nagle.

Rano jak już sobie przypominasz, że jest strasznie źle.

W kolejce w sklepie i potem jak musisz sama wnieść zakupy na to czwarte piętro bez windy.

Jak jesteś sama i choruje Twój pies.

Jak w nocy budzisz się z jakiegoś koszmaru i nie ma kto Cię utulić.

Jak radzisz sobie dzielnie ze wszystkim sama i upadasz.

I wstajesz.

 

I upadasz.

 

Ostatni rok złamał mi serce na tysiąc kawałków. A ja je wszystkie zamieniłam w złoto i nie boje się tego napisać.

 

Do teraz czuję zapach mieszkania we Wrocławiu, w którym mieszkałam kilka miesięcy całkiem sama.

Znam na pamięć wszystkie dźwięki mojej samotności.

Czuję ten ból który nie pozwalał mi czasem wstać rano.

 

Nigdy chyba nie byłam bardziej samotna niż wtedy, tam.

To jeszcze nie czas na podsumowanie tego roku, bo czuję, że coś pięknego jeszcze się wydarzy.

Zresztą ten rok zakończymy w Laponii.

 

My.

 

Kora, On i ja.

 

Dzisiaj więc chyba będzie o miłości.

 

A to wszystko przez to, że dostałam ostatnio od was mnóstwo maili w tej sprawie.

 

Nie napiszę tu jak poznałam Kamila. To zawsze będzie nasz sekret.

 

Bo wiecie mnie wszystkie drogi prowadziły tutaj, nad to morze.

 

Kiedy dwa lata temu mieszkając w Warszawie pojechałam sobie do Gdańska na kilka godzin, żeby zobaczyć pierwszy raz w życiu morze, to siedząc w tramwaju i mijając osiedle bajkowe w drodzę na plażę pomyślałam, “och jak cudnie byłoby tutaj zamieszkać”.

Wtedy byłam w kompletnie innym miejscu, w związku ale nieszczęśliwa. Częściowo z mojej własnej winy, częściowo nie.

Potem minęło kilka miesięcy, przyszedł niesamowity ból, rozczarowanie, szybka przeprowadzka do Wrocławia, jakieś dwie godziny płaczu w toalecie McDonald’s na dworcu centralnym i rozstanie z miłością, psem i życiem w Warszawie.

 

Och bolało tak, że nie mogłam złapać nocami tchu.

 

Aż w styczniu, w tym roku, wylądowałam u Asi na ulicy Pogodnej w Gdyni i poszłam w śniegu sama nad morze.

A wiało tak, że prawie mnie zwiało.

Mnie – śląską pyzę.

Po drodze minęłam dom czekolady, gdzieś zawiało mi – przysięgam – cynamonem.

I połykając łzy szczęścia, że tu jestem – dotarłam nad to morze w środku zimy.

 

I wtedy to po prostu poczułam, że teraz już musi być dobrze.

Że już tyle cholera mnie spotkało, że dam radę.

 

Choćby nie wiem co.

 

Miesiąc później wróciła do mnie Kora.

A 27 maja zamieszkałam w Gdyni i nigdy wcześniej nie byłam tak przerażona.

Ale chyba włączyła mi się adrenalina i działałam na autopilocie.

 

Bo musiałam nagle przetrwać sama na drugim końcu kraju.

Na szczęście mam jedno wielkie szczęście w życiu.

Do ludzi.

 

I w sumie nie napiszę tu nigdy jak przeprowadzić się nad morze, jak wyprowadzić się dwoma taksówkami od faceta ani jak uciec z Warszawy.

Nie napiszę tu jak boli zdrada, jakie to uczucie przeżyć zwolnienie z pracy i jak czasami dziewczyny dla dziewczyn potrafią być sukami – sorry, musiałam.

 

Nie napiszę tu tych wszystkich smutnych rzeczy, bo musiałam to wszystko przetrwać sama.

 

Tove Jansson napisała, że “Wszystko trzeba odkryć samemu. I również przejść przez to zupełnie samemu.”

 

Bo wiecie, to jest tak, że jak już nauczyłam się tej samotności. Dzień po dniu. Kawałek za kawałkiem.

To nagle zjawił się On.

 

A ja szłam do niego całe życie.

Bo całe życie miałam w sobie to nadmorskie marzenie.

I jak się odważyłam i przeszłam te małe i duże koszmary, to na końcu spotkała mnie miłość.

 

Dlatego nie bójcie się.

Odkąd zaczęłam słuchać swojego serca, to czuje się szczęśliwa.

Jaka jest miłość?

 

jest rozmowami do rana o Kosmosie

filmami przerwanymi w połowie

spacerami w deszczu

niedopitą herbatą

tuleniem przez sen

szeptaniem w lesie

cynamonem

śpiewaniem w samochodzie

wspólnym myciem psa

tańcem w kuchni

statkami

randkami w środku dnia

wspólnym bałaganem

 

miłość jest prosta.

 

Jak już traficie na tego kogoś, to wiecie.

Po prostu wiecie.