Rzecz o dzikości.

Teraz tak myślę, że to ponad pół roku bycia samej wyszło mi na coś dobrego.

Nauczyłam się kochać samą siebie i patrzeć na siebie inaczej.

Podjęłam ważne życiowe decyzje i z utęsknieniem czekam na jesień pachnącą cynamonem i tym czymś w powietrzu.

Mam w sobie odwagę, do mówienia i myślenia tak jak chcę.

Ale najważniejsze, że

nagle nastała dzikość.

Co każe Ci iść o drugiej rano nad morze, śpiewać w leśnej alejce piosenki Kaliny Jędrusik, dotykać drzew i zachwycać się czystym powietrzem.

Coś tu się obudziło. Nauczyłam się, że trzeba się wspierać a nie być przeciwko sobie.

Że lepiej być sama ze sobą niż z kimś na kogo patrzę bez tego czegoś w sercu.

Bo mnie chce i to powinno mi wystarczyć.

A właśnie, że ja najpierw sama ze sobą zbudowałam coś ważnego.

Najważniejszego.

Posłuchałam siebie.

Kocham jeszcze bardziej.

Cierpię za całe stado.

Jak płaczę, to wyję a potem jest cicho jak w lesie pełnym śniegu.

Jak gotuję, to tylko z miłością.

Jak z kimś rozmawiam to na całego, do drugiej rano, pijąc wino na schodach kamienicy.

Jak ktoś mnie lubi bardziej niż powinien to umiem to przyjąć.

Umiem też to oddać z nawiązką.

Odkryłam, że wszystko jest po coś.

Umiem też pożegnać ważne osoby bo wiem, że tak ma być.

Czasami jest tak, że kogoś spotykasz na chwilę. I możesz się buntować, że ta osoba zdecydowała nie iść dalej z Tobą, obok Ciebie.

Możesz też usiąść na molo z lekko połamanym sercem i popatrzeć w gwiazdy i pomyśleć ” Po co On mi tu był”

A po to, żebyś zamieszkała wreszcie nad morzem.

A po to, żebyś napisała pierwszą ważną bajkę o Kosmosie.

A po to, żebyś skończyła Lolę & Cynamon.

A po to, żebyś może kiedyś wybaczyła im wszystkim.

A najważniejsze jest to, że On – każdy z nich był po to –  żebyś odkryła tą drogą.

Do Niego.

Do tego właściwego, który czeka gdzieś i nawet pewnie nie wie.

Ale Ty mu opowiesz o tej całej dzikości, która kazała Ci iść i która tym głosem serca Cię raniła.

Bo nikt nie powiedział, że dobre decyzje, nie będą Cię ranić.

Nikt.